Zaraz, chwila. Jak już ustaliliśmy, była wątpliwość co do zasad. I to nie było tak, że Szela bohatersko “przyjmował na klatę sążniste kilogramy kompozytu” i strzelał dalej. Oberwał, i zachowywał się jak ranny: siedział pod ścianą w nadziei, że ktoś do niego dobiegnie i założy mu stazę. Podobnie zresztą jak jego koledze, który siedział za nim (i którego po wznowieniu gry osobiście ściągnąłem za uchwyt kamizelki za tylną ścianę ruinki, gdzie nasz sanitariusz go opatrzył). Zgodnie z moją wiedzą, zachowywał się więc jak dobry trup (aczkolwiek przyjmuję do wiadomości, że zasady co do dobijania były niejasne).
Natomiast nie było wątpliwości - nigdy, odkąd się bawię w airsoft - że kto został trafiony kulką, jest wyłączony z gry. Czy martwy, czy tylko ranny, to jest kwestia konkretnego zestawu zasad na konkretnej imprezie, ale base line jest niezmienna. Dostałeś - wypadasz z rozgrywki, przynajmniej do czasu opatrzenia.
Jeśli uważasz, że nie do końca zgodne z zasadami postępowanie gracza z drużyny przeciwnej (a podkreślam, róznie to jest interpretowane) zwalnia Cię z przestrzegania podstawowej, niepodważalnej, ba! kardynalnej zasady airsoftu w stosunku do całej rzeszy innych graczy (podkreślam, byłem jakieś 10m za Szelą, i wcale nie miałem pewności, czy strzelasz tylko do niego - koło mnie też kulki śmigały), to w takim razie zgodnie z logiką wszyscy pozostali gracze powinni być zwolnieni z przestrzegania jakichkolwiek reguł w stosunku do Ciebie… i siebie nawzajem. Tym bardziej, że “przyjmując kilogramy kompozytu” bez wypadania z gry działasz na korzyść swojej drużyny, zmuszając przeciwnika do wyczerpywania amunicji. A tej przeciwnik ma ograniczony zasób i nie może go uzupełnić bez wycofania się na swój FOB.
Nie wiem, czy wszyscy gracze po obu stronach przestrzegali limitu amunicji 500bb na replikę (1500 na KM), wiem, że ja tak (7x68bb = 476 bb łącznie w magazynkach), i wiem, że moi koledzy z ekipy też.
Ta argumentacja, panie kolego, nie trzyma się kupy, więc bardzo Cię proszę - nie kompromituj się.
Ależ zgadzam się w całej rozciągłości: organizator spaprał sprawę. Myśmy na tej samej zasadzie w pewnym momencie czekali, aż orgowie pobiegną do aut i przyniosą ładunki i kartki “Wysadzone” dla saperów. Czemu nie dali im tego towaru na samym początku podczas odprawy, i czemu w zasadach była kreda do pisania po ścianach, a potem zamieniono ją na kartki (tak samo jak zmieniono dymy na grochy przy niszczeniu pojazdów) - nie potrafię zrozumieć.