Weekend Zwiadowców V

Chciał bym podzielić się wrażeniami z wyjazdu na szkolenia zwiadowców z 6 grudnia.
Otóż w dniach 6-8grudnia część grupy B.R.o.S. oraz Szczepan odbyło szkolenie pod okiem instruktorów wojskowych i cywilnych.
Temat obejmował przetrwanie na terenie wroga.
Na miejsce dotarliśmy ok 19tej. Mieliśmy ok 2h na odpoczynek pakowanie sprzętu. Ok godziny 21 rozpoczęły się zajęcia teoretyczne. Obejmowały one zagadnienia dotyczące wyziębienia organizmu oraz zmęczenia. Jednak część zawiązana z kamuflażem oraz poruszaniem się na terenie opanowanym przez wroga wydawały się bardziej interesujące. Jednak okazało się że pierwsza część zajęć była bardziej przydatna. Na Odprawie padło pierwsze zadanie dla ochotników. Mieli oni wcielić się w role pathfinderów. Czyli pierwszego zrzutu i przygotowanie lotniska polowego.
Oczywiście zgłosiliśmy się pierwsi.
Dostaliśmy konkretne wytyczne chwila na przygotowanie i jazda w pole. Ruszyliśmy z centrum miasta z replikami na wierzchu :smiley: Dostaliśmy specjalne pozwolenie z policji na poruszanie się z nimi na widoku.
Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić zrobić fotki o 4 nad ranem pod bankiem :smiley: (fota później).
Opuszczając miasto trzeba było się skupić na poprawnym wytyczeniu drogi (głupio by było nie trafić i nie wykonać pierwszego zadania).
Po dotarciu na miejsce Gumiś i Toobi zabrali się za rozstawienie niebieskich ligsticków. Było całkowicie ciemno więc wyglądało to świetnie.
Jeszcze będąc w domu dostaliśmy materiały dotyczące lotnisk polowych z czego można było wyczytać jaki duże powinno być. Jednak okazało się że przygotowaliśmy pod śmigłowce transportowe, a dowództwo wysłało transport samolotowy. Tak czy siak po ok 20min od ustawienia lotniska zaczęły pojawiać się kolejne grupy.
Było trochę zamieszania w ich szeregach. Sprawiali wrażenie że nie do końca wiedzą co się dzieje. Może pierwszy raz poruszali się w nocy :wink:

Kiedy Recon (dowódca) zebrał wszystkich do kupy objaśnił nam sytuację:
Samoloty transportowe nie mogły dokonać zrzutu zaopatrzenia za pierwszym razem ze względu na złe oznaczenie lotniska, więc musiały podejść jeszcze raz. Zostały namierzone przez baterie naziemne. Wynikiem czego część zaopatrzenia nie zostało zrzucone. Kur… skutkiem tego było…
Kazali się nam ustawić w szeregu i losowym osobą zabrano plecaki. Zgadnijcie komu zabrali?
Tak ja i Toobi z naszego teamu zostaliśmy bez plecaków.
Co tam dodatkowe swetry, rękawiczki, woda, zapasy wszystko zostało w Honkerach. Nam podano współrzędne UTM i wymarsz.
Hmm w pierwszej chwili fajnie bez plecaka, ale noc zweryfikowała brak dodatkowej odzieży.
Brak części wyposażenia u 2 członków zespołu wymusiło na reszcie uszczuplenie ich zapasów.
Noc mijała a my poruszaliśmy z punktu do punktu używając mapy i kompasu. Takie było założenie organizatora. Jednak okazało się że większość jechało na GPS. Co mnie trochę wkur… tym bardziej że kiedy nasza grupa prowadziła z mapą dzieci neostrady woziła się danymi z urządzeń.
Po dość długim marszu dotarliśmy na miejsce kolejnego szkolenia typowo surwiwalowego. Na miejscu gość którego nazywali Krzywy pokazał jak zakładać sidła na zwierzynę. Co ciekawe stała sobie klatka z żywymi królikami. Myślę sobie fajnie, pokazali nam jak zastawiać sidła to teraz praktycznie wykorzystamy wiedzę. Puszczą króliki a my naszymi sidłami je złapiemy. Jednak nie po to były te rozkoszne zwierzątka. Krzywy wyją jednego z klatki i mówi że pokaże nam co się robi z upolowanym zwierzakiem.
Powiesił go na gałęzi, pała w łeb bammm i okazało się że jak królik merda ogonkiem to nie zawsze oznacza jego radość.
Trochę nas to zaskoczyło!!! Jednak uważam że przydatna lekcja anatomii. Gość z wielką łatwością i pasją oskórował skubańca. Jeszcze chwila i obiad gotowy. A co z resztą bydlaków z klatki???
To miała być niespodzianka na zakończenie turnusu C.D.N.
Po tej prezentacji dostaliśmy kolejne zadanie. Dotrzeć do miejsca naszej bazy. Tam musieliśmy przygotować i zabezpieczyć miejsce spoczynku. Na miejscu odbyła się pogawędka na temat hipotermii odmrożeń i takich tam. Oraz omówienie sprzętu który na takim wypadzie bardzo by się nam przydał.
Czas na budowę namiotu. Do dyspozycji mieliśmy dwie plandeki 2x3m (powinno być więcej ale zostały w naszych plecakach), oraz dwie karimaty i jeden śpiwór (kolejne 2 były w plecaku Toobigo). W tedy jeszcze nie zapowiadało się że ta noc będzie niezapomniana :slight_smile: Chwila odpoczynku i tuż po zmroku pierwszy atak na naszą bazę. Szybka ewakuacja do punktu zbornego. Jednak tylko My dotarliśmy na jego miejsce. Reszta drużyn gdzieś się zapodziała.
Komunikat na radiu “baza czysta można wracać”. Na miejscu coś się pojebało jak by gospodarze nie do końca mieli wszystko pod kontrolą. Trochę nas wszystkich to podkurwiło i doszło do rozluźnienia.
Skutkiem tego był OPIERDOL od jednego z instruktorów. Zażądaliśmy rozmowy w RECONEM. Dostaliśmy więc zadanie dotarcia na punktu kontaktu z łącznikiem. Wychodziliśmy w 10minutowych odstępach. Każda z drużyn na własną rękę musiał dotrzeć do miejsca spotkania. Obraliśmy drogę przez las na azymut. To było dobre posunięcie. Panowie którzy by się nie zgubić poszli drogą wpadali w zasadzki przygotowane przez orgów. Było słychać wybuchy i pełno świateł. My jednak po cichu zbliżyliśmy się do celu. Mieliśmy go po przeciwnej stronie wielkiej polany po której jeździły Honkery ze szperaczami. To było coś, adrenalina i ucieczka przed ścigającymi samochodami. No cóż Ja i Gumiś zostaliśmy zdekonspirowani (człowiek kontra wojskowy noktowizor). Jednak kazano nam kontynuować zadanie. Po chwili dotarliśmy do miejsca kontaktu.
Na miejscu kolejne zadanie:
Odnaleźć 2 mosty. Zbliżyć się do nich na tyle by można było je dokładnie opisać, sprawdzić jaka jest obstawa i czym dysponuje. Zadanie robiliśmy z jeszcze jedną drużyną. Udało się, mosty zostały odnalezione i z inwigilowane.
Kolejne drużyny dały dupy i zostały wykryte :smiley:
Kiedy my jako pierwsi wykonywaliśmy rozkaz reszta szykowała mini obóz. Po zakończeniu zadania zmiana. My do obozu oni na zadanie. Czas spać, W końcu. Przypominam że od Piątku rana nie spaliśmy a była już niedziela ok 3 w nocy. Gumiś, Toobi i dwóch kolesi na czujki a reszta spać. Chmm jak tu sapać mamy do dyspozycji 2 plandeki i … to wszystko a tu piździ (8 grudnia :wink: ). To była chwila kiedy bardzo tęskniłem za moim plecakiem i dodatkową odzieżą która właśnie teraz by mi się najbardziej przydała. No cóż mam ogrzewacze chemiczne. Obkleiłem się nimi ile miałem i przykryty plandeką idę spać. Kurw… jak zimno. Ale że nie spałem ponad 30h to udało się przysnąć. No ale co za 1,5h przychodzi Tomek z warty i zmiana. No cóż Cyju obrócony dupą do świata śpi smacznie więc moja kolej. Nie miałem na nic ochoty miałem takie drgawki że mało sobie języka nie odgryzłem. Ale zmiana to zmiana. L85 w rękę i na wyznaczone miejsce.
1,5h obserwacji nasłuchu czy nikt nie podchodzi do śpiących. Ognisko nie wchodziło w grę by się rozgrzać!
W tedy stwierdziłem że trzeba być pojebanym by na własne życzenie wybrać się na taką imprezę. Ni chu ja więcej nie dam się namówić na taką wyprawę tym bardziej w grudniu. No ale co Gumiś kazał to pojechaliśmy.
Kolejna zmiana warty i jeszcze chwila do “namiotu” pieprzonej plandeki.
W rozpisce rzeczy do zabrania organizator napisał że karimata i śpiwór opcjonalnie więc myślę sobie na ch… mi karimata i śpiwór. OOOjjj myliłem się!!! Tomek nie spał bo jak mówił od drgawek tak napierdzielal głową o ściółkę że nie mógł zasnąć, Gumiś stwierdził że będzie twardzielem i pomarznie sobie nie śpiąc. Tylko Cjanek w swoim marnym śpiworze spał w najlepsze (mam nadzieje że gnój też zmarzł i teraz ma grypę :wink: ).
Po tej miłej nocy dostaliśmy polecenie udać się do pierwszej bazy. Na miejscu już czekał na nas Krzywy z klatką królików.
No panowie czas na obiad. Każda drużyna dostała po miłym puszystym zwierzaczku.
No cóż nie po to by się do niego przytulać. Czas na podział obowiązków. Ktoś musi przy użyciu saperki dokonać… Nie to żebym chciał. Bach królik znowu merda ogonkiem w tedy już byłem pewien że to nie ze szczęścia. Ale sabotażysta gumiś trochę nie dokręcił docisku w saperce i ta się złożyła przy puknięciu. Więc trzeba było poprawić.
Po czym jeden z nas (nie wiem czy chce się ujawniać ale to nie był Toobi) zabrał się za obrabianie. Poszło gładko. Chwila i ognisko gotowe królik już się piecze. Mniam smakował WYŚMIENICIE.

Ten akcent zakończył nasze bytowanie w lesie. ok 10km powrotu do Szkoły gdzie po posiłku i podsumowaniu zakończyliśmy uczestnictwo w imprezie Weekend Zwiadowców V.

Odczucia? Po tej miłej nocy stwierdziłem że nigdy więcej nie pojadę na coś takiego. Zmęczenie i wyziębienie dało znać o sobie. Jednak następnego dnia w domu już widziałem to inaczej.
Polecam Polecam Polecam

W tym miejscu podziękowanie Gumisia, Toobiego, Cjanka, oraz Szczepana za "świetną " towarzystwo. Myślę że spisaliśmy się dobrze i nie przynieśliśmy wstydu Taktycznemu.

Taaa… Gumiś kazał… Jasne.

A ze swojej strony polecam tego typu imprezy. Wprowadzają nieco inny wymiar zabawy :slight_smile:

P.S. A skurczybyki faktycznie używali nokto, a nie wierzyłem w to. (http://obronanarodowa.pl/images/news_picupload/pic_sid342-26-norm.jpg)

Tak jak mówiłem nie możliwe by nas widzieli w szperaczu.

Na 100% mieli nokto. Jak po dotarciu do Recona w tej niby bazie wojskowej siedzieliśmy koło honkera to w pewnym momencie obok nas stanął jeden z instruktorów z nokto na hełmie i co parę chwil rozglądał się za jego pomocą.

Oficjalna relacja:
http://obronanarodowa.pl/news/display/342/
Trochę fotek:
https://picasaweb.google.com/103493524739968963235/WeekendZwiadowcowV?authkey=Gv1sRgCPGps57brdW0Jw&feat=directlink

Fajny artykuł i fajna impreza :slight_smile: Ile było uczestników?

22 kursantów, do końca dotrwało już tylko 17 :wink:

Jak to się ma do dostępności, kosztów , itp ?

W sumie to z chęcią zobaczyłbym jak to wygląda .

Tylko ekipy, w tej edycji miały być docelowo 5-6 osobowe.

Koszt imprezy to 80 zł/osobę.

I ja pozwolę sobie na “drobny” komentarz odnośnie imprezy, naturalnie jeśli Waszmoście pozwolą :wink:

Przyjechaliśmy na miejsce koło 20. Szkolenie miało się zacząć o 22 i objąć tematy psychologiczne, coś o zwiadzie itd. Tematyka psychologiczna była ciekawa na tyle, że nie chciało się spać. Nie powiem, że było to jakieś mega odkrywcze, ale parę rzeczy można było wynieść ze szkolenia. Była też chwila w której jakiś żołnierz mówił o zasad ROE w Afganie. Chłopak trochę popłynął i zboczył trochę z tematu, ale to co mówił o tej misji sprawiło, że wszystkich zamurowało na dłuższą chwilę. Nie będę pisał o czym mówił, bo po pierwsze nie oddam tego w jaki sposób, to mówił ani dokładnie tego co powiedział.

Po psychologii było szkolenie z podstaw technik zwiadowczych- czysto militarne sprawy, dla airsoftu same nudy.

Wykłady skończyliśmy koło 3.

O 3.00 było zebranie dowódców. Z uwagi, że ja zostałem dowódcą, udałem się na nie. Nasza ekipa miała wyruszyć pierwsza jako pathfinderzy,dotrzeć do punktu i wyznaczyć lądowisko dla desantu. Po dostaniu rozkazów co nastąpiło przed 4.00 mieliśmy 15 min. na ogarnięcie się, zjedzenie czegoś i wyruszenie w teren. Wyruszyliśmy o 4.40 z uwagi na problemy z łącznością( musiałem dać Reconowi swojego navcomma bo jego radio odmówiło posłuszeństwa).
5.50 dotarliśmy na miejsce, oznaczyliśmy lądowisko i czekaliśmy na desant który miał nastąpić o 5.55. Lądowisko jakie wyznaczyliśmy miało wymiary koło 30x40 m, co uznałem za słuszne. O 5.55 połączyłem się z samolotem który miał desantować chłopaków. Chwila gadki z pilotem i okazało się, że lądowisko za mało i zostanie zrzucone część desantu. W międzyczasie zączęły schodzić się ekipy i musiałem zająć się ich rozstawianiem( w terenie była grupa przeciwnika która mogła nas odkryć w każdej chwili). 6.15 niemal wszystkie ekipy wylądowały prócz jednej która się zgubiła. Dostałem zjebke od Recona, że lądowisko było za małe, bo miało być dla desantu z samolotu,a ja zrozumiałem, że dla desantu ze śmigłowca. Za karę każdej ekipie zajebali po 2 plecaki. Pech chciał że zajebali plecak Tobbiemu który to nosił 2 śpiwory dla nas. Po tej akcji liczba śpiworów spadła do jednego na całą ekipę > :smiley: >

Potem zaczęło się zapierdalanie po lesie. Mieliśmy mapę 1:50 000 która nadaje się jedynie do nawigacji samochodem, bądź planowaniem nalotu bombowego. 3/4 ścieżek niewidocznych na mapie, a wszędzie ciemno. Na dodatek szliśmy całą bandą( 22 osoby) przez słychać nas było na dobry kilometr( przypominam, że byliśmy na kursie zwiadowców, więc skrytość to sprawa nadrzędna). Po drodze się zgubiliśmy, ale przy pomocy GSPu jakoś dotarliśmy do wyznaczonego punktu. Po tym punkcie, udaliśmy się do kolejnego, potem jeszcze do kolejnego, i jeszcze kolejnego. Kilometr za kilometrem zapierdalilśmy po lesie. Nie będę Was zanudzał szczegółami marszu, więc przejdę to tego iż po tych punktach i kilometrach doszliśmy do punktu w którym było szkolenie z technik przetrwania. Szkolenie prowadził koleś któremu daliśmy ksywę " Specnaz" - pasowała idealnie > :smiley: >
Koleś zabił więcej zwierząt w życiu niż zarabiam przez miesiąc.
Pokazał nam jak zrobić różnego typu pułapki na zwięrzeta,czy to małe czy to duże. Na koniec zaprezentował jak przygotować w warunkach survivalowych królika. Królik oczywiście żywy. Mieliśmy pokazane wszystko od A do Z. Od jebnięcia do wypatroszenia itd. Na tym zakończyło się szkolenie. Mieliśmy chwilę przerwy,pogadaliśmy z tym typem- koleś mega ogarnięty w temacie, prawdę mówiąc zabił chyba wszystko co żyje w Polsce wliczając w to ludzi > :smiley: > .
Łamiąc kości królowi,przytoczył anegdotke o tym że ludziom kości łamią 10 razy głośniej. Do tego doszło parę ciekawostek z podrzynania gardeł zwierzętom itd. Stąd wzięła się ksywa SPECNAZ > :wink: >
Potem udaliśmy się do miejsca gdzie miało być kolejne szkolenie na temat schronienia w lesie itd. Kolesie gadali o śpiworach o tym jak się pakować do lasu i takie bzdury,generalnie nudy. Potem musieliśmy( dowódcy) zrobić swoją bazę tj. wyznaczyć miejsce do spania,czujki, drogę ewakuacji, drogę wejścia do bazy itd.
Temat ogarnęliśmy ok 16 jak już było ciemno. Po tej godzinie nastała chujnia…
Około 17 nasza baza została zaatakowana. W takiej sytuacji powinniśmy brać swoje rzeczy i spierdalać, by nie dać się złapać itd. Generalnie miejscówka spalona.
Jednak u nas wyglądało to niczym pierdolony chaos. Część ekipy uciekła, nie mówiąc o tym nikomu, część olała temat, my natomiast nie wiedzieliśmy o co w ogóle kurwa chodzi. W końcu zebraliśmy się do kupy i poszliśmy do punktu zbiórki który wyznaczliśmy w razie takiego zdarzenia. Okazało się, że tylko my tam dotarliśmy. W czasie gdy tam byliśmy dostaliśmy rozkaz powrotu do wykrytej bazy i założenia jej na nowo (wtf?!). Wkurwieni wróciliśmy znów na miejsce i ujrzeliśmy pełne wyjebanie ludzi na temat. Jedni palili ogniska, inni gadali przy ognisku, generalnie biwak. Z racji tego, że byliśmy wkurwieni, nam też udzielił się ten klimat i również mieliśmy wyjebane.
Koło 22 zrobiliśmy naradę dowodców i uznaliśmy, że czas skończyć z tą chujnia i skontaktowaliśmy się z Reconem(organizator) celem zmiany obecnego stanu rzeczy. W odpowiedzi każda grupa dostała rozkaz dotarcia do tego samego punktu, lecz w różnych godzinach.
My jako prawdziwe koksy nie poszliśmy najprostszą drogą lecz poszliśmy naokoło nakładając z 3-4 km,uciekając przed Honkerem, czołgając się pod drutem kolczastym i unikając wszelkiego kontaktu docierając w końcu do celu. Po czasie dotarły inne ekipy. Recon zarządził zbiórkę i zaczęło się grupowe rzyganie każdej z ekip,tego co im się nie podoba. Po merytorycznej części dyskusji zaczęło się pierdolenie, że ekipa jest bee to tamto,sramto a my jesteśmy niewinni itd.
Po grupowym rzyganiu zostaliśmy podzieleni na 2 drużyny po 2 ekipy. 1 drużyna miała za zadanie ogarnąć obozowisko a druga dokonać zwiadu mostu drogowego i kolejowego i napisać krótki raport. Zostaliśmy tak podzieleni, że nie byliśmy z tymi marudzącymi pizdami i przydzielili nas do ekipy jakiś małolatów. Zadanie wykonaliśmy 30 min przed czasem, natomiast druga drużyna która wykonywała po nas zadanie( my pilnowaliśmy obozu) przekroczyła czas i została wykryta. Pussy!
o 7.00 była pobudka i rozkaz wymarszu do 1 bazy( ta wykryta wcześniejszej nocy). Tam mieliśmy za zadanie zajebać przydzielonego do każdej ekipy królika. Robotę wykonaliśmy dość szybko i zaczęliśmy piec skurwiela. Powiem tak, mięsko pycha(delikatne w smaku) ale troszkę gumowate i w strasznie długo trzeba piec( my piekliśmy godzinę nad ogniem a i tak mięso nie było do końca upieczone).

Podsumowując:

Impreza naprawdę fajna,aczkolwiek spodziewał się czegoś innego(działanie wyłącznie własnymi ekipami i sporadyczne współdziałanie z innymi), za rok na pewno pojadę jeszcze raz.

Rozpisałem się strasznie,ale i tak jeszcze mógłbym napisać 3 razy tyle, aby w miarę wyczerpać temat > :slight_smile:

Brawo Panowie, ładny opis sprawy. Sam chciałem coś napisać, ale temat uważam za wyczerpany. Pomimo wielu niedogodności, braków organizacyjnych, wielu błędów popełnionych przez nas i innych, impreza raczej udana. Masa małych minusów, ale kilka solidnych plusów.

Co do jednego ze Szczepanem się nie zgodzę, oczywiście oprócz tego że jest fujarą, która nie rozróżnia samolotu od śmigłowca…
Część teoretyczna w bazie 1 odnośnie sprzętu biwakowego i ogólnie szpeju bardzo mi się podobała. Kolesie widać że mają obycie z tematem. Ja osobiście znalazłem dla siebie kilka ciekawostek, oraz kilka rzeczy mnie zaskoczyło. Postaram się nawiązać z nimi kontakt i może napiszę na forum jakiś krótki tekst o moich przemyśleniach.

Doświadczenie z Wami hipotermii było prawdziwą przyjemnością. Dzięki :smiley: